16 Apr
ZUS, podatki i inne sprawy tak bardzo działają nam na nerwy. Oprócz tego, że musimy wypisywać pełno dokumentów, oddawać pity do urzędu skarbowego i druki do ZUS-u, niewiele nam zostaje z naszej pensji. Część idzie na składki ZUS, część na podatki, reszta na opłaty i w miarę godne życie (jeśli nie mamy rodziny). Zwykły Kowalski zarabiając miesięcznie 2500 złoty na umowę o pracę, musi oddać państwu zbyt wiele. Po pierwsze, jego prawdziwa pensja to 2965,25 złoty, jednakże 20% z pensji zabierane jest przez ZUS druki(odprowadza tę kwotę pracodawca). Następnie Kowalski co miesiąc oddaje urzędowi skarbowemu 342,75 złoty na ubezpieczenie społeczne. Potem jest ubezpieczenie zdrowotne – 194 złote i podatek od dochodu – 174 złote. Tak więc Kowalskiemu zostaje 1790 złoty co miesiąc. Jeśli żona nie pracuje, Kowalski nie ma szans na wyżywienie dzieci. Szara rzeczywistość czy system bez litości dla swoich obywateli? A może zgodny z prawem wyzysk obywatela? Nie wspominam już o podatku VAT, który Kowalski odprowadza, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jeśli Kowalski miałby auto ( ale stanowczo nie stać go na tego typu luksus), musiałby tankować. 56 % z opłaty za paliwo oddaje się naszemu pazernemu państwu na akcyzę, opłatę paliwową, podatek VAT. Poza tym jeśli Kowalski pójdzie od czasu do czasu na imprezę to wypije wódeczkę i zapali papieroska- musi od tego oczywiście zapłacić akcyzę i podatek. Oprócz tego jeśli miałby psa, dom lub grunt, też musi zapłacić podatek. I z czego tu się ma Kowalski cieszyć?